Biuletyn PW / Studenci Doktoranci Absolwenci / Jan Rossman

Jan Rossman we wspomnieniach żony Danuty

Jan Rossman, porucznik AK i  oficer w batalionie „Zośka”, za dwa lata obchodziłby setną rocznicę urodzin. Wykładowca Politechniki Warszawskiej, inżynier trasy W-Z powraca we wspomnieniach żony Danuty.

Urodzony 6 grudnia 1916 r. w Warszawie, w rodzinie inżyniera Wacława Rossmana i Heleny Matyldy z domu Eberlein, od dziecka doceniał wartość słowa i korzeni polskiej tradycji. W ciągu całego życia dał się poznać jako pasjonat tych wartości, które były wpajane mu od najmłodszych lat. W obliczu hitlerowskiego najazdu działał jako aktywny harcerz, później  harcmistrz, członek Głównej Kwatery Szarych Szeregów, jeden z komendantów Chorągwi Warszawskiej ZHP i dowódca siatki pomocy więźniom. Jan Rossman był także twórcą „Szkoły za lasem”, czyli kursów podharcmistrzowskich Szarych Szeregów. To jemu Aleksander Kamiński zadedykował pierwsze wydanie „Kamieni na szaniec”, gdzie występował jako Pan Janek. W latach powojennych jego dom na Żoliborzu stał się centrum konspiracji, podczas gdy on sam wspierał nowe pokolenie instruktorów harcerstwa. A czym zajmował się poza działalnością społeczną?

Jan Rossman/fot. archiwum Danuty Rossman

Jeszcze przed wojną w roku 1934 rozpoczął studia na Wydziale Inżynierii Politechniki Warszawskiej. W 1939 r. został pracownikiem nowoczesnego Zakładu Oczyszczania Miasta, co okazało się w przyszłości bezcenne, biorąc pod uwagę zaangażowanie Jana Rossmana w działalność polskiego podziemia. Rok 1946 przyniósł ze sobą ukończenie przerwanych studiów na Politechnice i podjęcie pracy inżyniera – specjalisty w dziedzinie robót ziemnych i kesonowych. Jan Rossman brał udział m.in. w projektowaniu i wdrażaniu prac przy budowie Trasy W-Z, łącząc praktykę z pracą na stanowisku adiunkta Politechniki Warszawskiej w Katedrze Budownictwa Podziemnego pod kierownictwem prof. Henryka Stamatello. W 1962 obronił rozprawę doktorską „Geologiczne problemy ciśnienia gruntów spoistych na obudowę tuneli”. Podczas całej zawodowej kariery pozostawał niezwykle cenionym naukowcem, ekspertem i czołowym specjalistą w zakresie urbanistyki i techniki robót podziemnych. Rossman był również współautorem książki „Studia i projekty metra w Warszawie w latach 1933-1958” oraz autorem licznych artykułów w prasie specjalistycznej. Jego wiedza i umiejętności były wykorzystywane również poza granicami Polski m.in. w Kongo, Egipcie, Francji. Przez wiele lat wykładał w Politechnice Warszawskiej (do 1964 r.), Szkole Głównej Planowania i Statystyki (obecnie SGH), czy Politechnice Łódzkiej.

Rok 2014 przynosi nam dwie okrągłe rocznice związane z życiem Jana Rossmana, zarówno od strony działalności społecznej, jak i zawodowej. Pierwszego sierpnia obchodzić bowiem będziemy 70. rocznicę Powstania Warszawskiego, a dwudziestego drugiego lipca 65. rocznicę oddania do użytku Trasy W-Z. Korzystając zatem z uprzejmości Pani Danuty Rossmann, żony Jana Rossmana, adiutantki „Zośki”, zadaję kilka pytań na temat życia jej męża (zm. 13 czerwca, 2003 r.).

Danuta Rossman/fot. Izabela Koptoń-Ryniec

W tym roku Pani mąż skończyłby 100 lat. Tak się szczęśliwie składa, że w internecie coraz więcej możemy znaleźć informacji o Janie Rossmanie, szczególnie w aspekcie jego działalności w Szarych Szeregach i harcerstwie. Niewiele jednak wiemy o życiu zawodowym Pani męża oraz o tym, co działo się bezpośrednio zaraz po wojnie.

Rzeczywiście, minie wiek. Jestem o sześć lat młodsza od męża. A co się działo po wojnie? Otóż po Powstaniu Warszawskim zostaliśmy oboje wywiezieni do obozu w Niemczech, z tym że do dwóch różnych miejsc. Spotkaliśmy się później zupełnie przypadkiem. Nie byliśmy wówczas, ani parą, ani sympatią, ani miłością. On był po prostu instruktorem harcerskim wysokiej klasy. Moi przyjaciele bardzo go cenili. Czułam się wtedy bardzo samotna, a przecież to był ktoś z mojego środowiska. W czerwcu 1945 r. spotkaliśmy się, a już za miesiąc, w lipcu wzięliśmy ślub. Moja pierwsza miłość zginęła podczas powstania. Jan dobrze o tym wiedział, ale to było bardzo dobre, udane małżeństwo. Przeżyłam z mężem 57 lat. Dziś już to rzadkość, aby para tyle ze sobą wytrzymała. Przyjaźń, lojalność, zaufanie, wspólna praca. Na tych fundamentach rodziła się u nas prawdziwa miłość.

Wróciliście Państwo do Polski. A gdzie odbył się ślub?

Ślub był jeszcze w Niemczech. Naszym świadkiem był Stanisław Broniewski – naczelnik Szarych Szeregów i Ryszard Białous, dowódca batalionu „Zośka”. Sami swoi. Mieszkaliśmy wszyscy w Maczkowie, czyli w Haren. Tam znaleźli się Polacy z całego terenu Niemiec. To był teren późniejszego RFN, w północno-zachodnich Niemczech. Nazwę wymyślili rodacy na cześć generała Maczka.

Po powrocie Pani mąż powrócił na Politechnikę i uzyskał tytuł magistra inżyniera budownictwa. Chwilę później otrzymał tytuł doktora nauk technicznych i podjął się realizacji projektu Trasy W-Z. Czym się konkretnie zajmował?

Chciałbym zaznaczyć, iż mąż zajmował się tym projektem nie tylko na poziomie koncepcyjnym, ale i własnoręcznie wykonywał wiele ciężkich fizycznie prac. Na pamiątkę jego zaangażowania w budowę, ufundowano tablicę pamiątkową, która znajduje się pod Trasą W-Z, na lewym brzegu Wisły. Z tych czasów pamiętam jeszcze sypiącą się skarpę pod kościołem św. Anny. Janek zostawał tam na całe noce, by ostrzykiwać grunt jakimś spoiwem. Nosiłam mu wtedy wałówki, aby miał coś do zjedzenia. Całe szczęście nie był tam sam. Wiele prac wykonywał razem z prof. Henrykiem Stamatello, instruktorem harcerskim, który był jednym z głównych projektantów Trasy.

J. Rossman i prof. H. Stamatello/Karpacz, 1955/fot. archiwum Danuty Rossman

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Wszyscy wiemy, w jakich czasach przyszło Pani mężowi pracować. Czy nie było przypadkiem tak, że ze względu na uprzednią działalność w Szarych Szeregach i AK, Pan Jan miał jakieś problemy natury politycznej?

Muszę powiedzieć, że przez wiele lat zastanawialiśmy się, dlaczego nikogo z władz szaroszeregowych nie aresztowano. Podejrzewaliśmy, że jest ktoś, kto nas chroni, ale nawet jeśli tak było, to do dziś nie wiadomo, kim mogła być ta osoba. Jan wiele razy był wzywany do Pałacu Mostowskich w celu ujawnienia nazwisk współpracowników oraz ich adresów. Zawsze podawał jeden - Powązki.

W Muzeum Politechniki Warszawskiej otwarto właśnie wystawę poświęconą prof. Janowi Podoskiemu, wielkiemu propagatorowi idei warszawskiego metra. Czy Jan Rossman miał okazję współpracować z profesorem?

Owszem. Pracowali razem w Afryce. Działo się to mniej więcej wtedy, kiedy Jan był wykładowcą Uniwersytetu Narodowego w Kinszasie. Mieszkaliśmy tam razem przez wiele lat, dokładnie kilkanaście kilometrów pod Kinszasą, w takim specyficznym „rezerwacie dla białych”. Tam był i kościół, i budynki uczelniane, i domki profesorskie z ogródkami. To był naprawdę duży teren.

Jaki był główny temat wykładów Jana Rossmana w Kinszasie?

Przede wszystkim była to tematyka związana z mostami. Jan wykładał tam w latach siedemdziesiątych, choć z przerwami na pobyt w Polsce. Ostatecznie wróciliśmy do kraju w roku 1985.

Czy w Afryce pozostał konkretny ślad po Pani mężu?

Poza tym, że wykładał i realizował różne projekty, zajmował się również doradztwem. W tym miejscu wspomnę o pewnej ciekawej historii z Japończykami, którzy budowali most na rzece Kongo. Otóż projekt ten był realizowany zupełnie bez pieniędzy, w ramach praktyki zawodowej wykonawców, czyli po prostu poligonu doświadczalnego. Gdy skończyli budowę, okazało się, że władze Konga nie mają żadnego specjalisty z uprawnieniami odbioru projektu. Trafili wtedy na Jana, który ostatecznie odebrał ten most. Niestety, z Konga wyjechaliśmy bez pieniędzy, choć władze winne nam były ogromną, szczególnie jak na tamte czasy kwotę, 20 tys. dolarów.

A jak wspomina Pani lata 90.?

Wraz ze zmianą ustroju u męża zaczęli się pojawiać przedstawiciele nowego harcerstwa i dom nieustannie był pełen młodych, energicznych ludzi. Wtedy życie zawodowe zeszło na dalszy plan, podczas gdy na pierwszy wybijała się działalność społeczna.

Czy mąż kiedykolwiek zasięgał Pani opinii w sprawach zawodowych?

Opowiadał o nich, ale nigdy się nie radził. Ja zresztą się na tym nie znałam. Pytał mnie natomiast często o kwestie związane ze swoimi pracownikami. Jak ma z nimi postępować, co ja na ten temat sądzę...

Już wiemy, że Jan Rossman dosłownie i w przenośni chciał zmieniać świat od podstaw. Przerzucał mosty nad punktem widzenia różnych środowisk, budując świat od fundamentów. Jaki charakter miał Pani mąż?

Był człowiekiem niezwykle upartym. Widział świat w dwóch kolorach: czarnym i białym. Miał problem z dostrzeganiem odcieni szarości. Nie był łatwy w codziennym współżyciu. Jak już podjął konkretną decyzję, nikt nie był w stanie go od niej odwieść. Jednocześnie myślę, że był dokładnie taki sam dla rodziny, jak i dla współpracowników. Jan nie miał rodzeństwa. Był jedynakiem, chowanym głównie przez matkę. Wpływ na kształtowanie jego charakteru miało przede wszystkim harcerstwo, które oprócz zasad moralnych, wyrobiło w nim również znakomitą kondycję fizyczną. Jan był naukowcem, ideowcem, ale i inżynierem z terenu.

Jaką Warszawę chciałby widzieć Jan Rossman? Wysoką, czy niską?

Głównie interesowała go infrastruktura. A najbardziej to, co ukryte. To zresztą wypływało z jego charakteru. Jan zapewne powiedziałby, że przy budowie metra za mało wykorzystano dorobek ówczesnej wiedzy w tym zakresie. Opracowania z tamtych czasów były naprawdę bardzo szczegółowe. Gdyby rzetelnie odniesiono się do studium budowy z lat 50. , być może uniknięto by wielu niespodzianek przy obecnej budowie tunelu.

Dziękuję za rozmowę.

Podobne  materiały:

Wernisaż wystawy „Metro Warszawskie w historii i akwarelach”
Wspomnienia „Halicza”      
                       

Informacje w części poprzedzającej wywiad zaczerpnięte zostały z pracy doktorskiej Mariana Miszczuka „Jan Rossman ps. Wacek (1916-2003). Działacz harcerski, żołnierz konspiracji, naukowiec”, napisanej pod kierunkiem prof. UJK dr hab. Arkadiusza Adamczyka, Lublin 2013. Zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Danuty Rossman. Tekst: Izabela Koptoń-Ryniec      

CYTAT TYGODNIA

"

 

 

Im słabsze ciało,
tym silniej nami rządzi

 

 

Jean-Jacques Rousseau

"

KONTAKT

Biuletyn Politechniki Warszawskiej

Pl. Politechniki 1, 00-661 Warszawa

Tel. 22 234 71 71, 22 234 71 81

Biuro Rektora Politechniki Warszawskiej

www.biurorektora.pw.edu.pl

REDAKCJA

Biuletyn Politechniki Warszawskiej
Wydawnictwo elektroniczne skierowane do społeczności Uczelni redagowane przez Biuro Rektora.

Zapraszamy do zgłaszania wydarzeń!

Sekcja ds. Komunikacji Społecznej i Mediów

Redakcja Biuletynu Politechniki Warszawskiej

MNiSW